Śmierć bezdomnych psów
18 września 2013 o 04:22 w Rumunia, polityka

Bezdomne psy

Rumuński parlament przegłosował prawo zezwalające na wymordowanie bezdomnych psów zamieszkujących ulice Bukaresztu i innych większych miast kraju. Sprawa nie zostałaby pewnie nagłośniona gdyby nie skala przeprowadzanej akcji — bezdomnych psów są w Rumunii dziesiątki tysięcy. Zewsząd słychać głosy potępienia kierowane w stronę władz, gwiazdy nawołują do bojkotu całego państwa (nie pierwszy raz). O ile ciężko jest usprawiedliwić jakąkolwiek śmierć, to chciałbym spróbować przybliżyć czytelnikom tego bloga sytuację panującą w Rumunii, aby lepiej zrozumieli, co skłoniło tamtejsze władze do takich działań.

Po pierwsze, ciężko jest przeszacować ilość bezdomnych psów w Bukareszcie. Są na większości ulic, zwłaszcza w centrum i w okolicy skupisk handlowych. Śpią gdzie popadnie, czasami w budce telefonicznej, czasami pod opuszczonym samochodem, a kiedy indziej na środku ruchliwego chodnika. W ciągu dnia leniwie się szwendają nie prosząc nikogo o jedzenie, najczęściej jednak leżą, znudzone. Interesują się nimi tylko turyści i miłośnicy zwierząt, większość mieszkańców Bukaresztu w ogóle ich nie zauważa. Nauczyli się ich ignorować podobnie jak warszawiacy automatycznie omijają wzrokiem bezdomnych. Przyjezdnych jednak to szokuje: zwracałem na to uwagę już w moich pierwszych spisanych wrażeniach z Rumunii, często wspomina też o tym Małgorzata Rejmer w swojej świetnej książce Bukareszt. Kurz i krew.

Z kolei w nocy psy przyciągają uwagę wszystkich, którzy mają odwagę wyściubić nos poza mury własnych domów. Widząc puste ulice, zwierzęta te robią się agresywne. Zbierają się w stada i atakują przechodniów. Sam kilkakrotnie musiałem uciekać przed grupami psów, zdarzało mi się też, że aby się schronić skakałem przez barierki oddzielające ulicę od płynącej przez Bukareszt Dymbowicy.

Dopiero z czasem nauczyłem się radzić sobie w takich sytuacjach. Podstawowa zasada: psy wyczuwają strach. Należy pobudzić całą swoją wolę, skupić ją na jakiejś innej emocji. Na przykład na złości. Wystraszyć psa swoją postawą. Nie jest to łatwe, gdy otacza człowieka kilkanaście szczerzących kły zwierząt, a w okolicy nie ma kogo prosić o pomoc.

Stąd pomysł noszenia w kieszeni noża, który nawet nieużyty dodaje odwagi. Kilka razy podczas nocnych spacerów zaciskałem palce na jego rączce wyobrażając sobie, jak odpieram ataki tych bezdomnych zwierząt. Widząc takie moje nastawienie zwierzęta pozwalały mi przejść spokojnie.

Czy to nie jest paranoja? Dopiero chodząc po mieście z nożem w kieszeni, nastawiając się na obronę własnego życia, byłem w stanie przemieszczać się bezpiecznie.

W Rumunii życie nocne nie jest specjalnie rozwinięte. Wiele osób, z którymi rozmawiałem, bało się chodzić samemu po ulicach. W tej sytuacji psy czuły jeszcze większą swobodę.

Nie jest to oczywiście wina bezdomnych czworonogów. Pojawiły się one w mieście wskutek masowych przesiedleń ludności z terenów wiejskich do miast, jednego z flagowych programów Nicolae Ceaușescu. Pozostawione bez opieki psy przez kilkadziesiąt lat mnożyły się na ulicach. Ogłaszane kolejno programy sterylizacji nie przynosiły spodziewanych rezultatów ze względu na powszechną korupcję i nadużycia (niektóre firmy po złapaniu psa na ulicy oznaczały go jako wysterylizowanego nawet bez wykonania zabiegu — wszystko, aby zmniejszyć koszta i wyciągnąć od państwa więcej pieniędzy). W ostatnich latach w Bukareszcie psów nie kastrował już nikt poza studentami weterynarii. Podczas mojego pobytu spotkałem nawet Włocha, który przyjechał tam tylko po to, aby poćwiczyć na miejscowych psach.

Budka telefoniczna

Widząc bezowocność przeprowadzanych wcześniej masowych sterylizacji, co mógł zrobić rumuński parlament? Może trzeba by złapać wszystkie bezdomne psy i wywieźć je do lasu? Czy będą one w stanie dostosować się do nowego środowiska? A nawet jeśli, to do którego lasu je wywieźć? Co, jeśli plaga psów ze stolicy nawiedzi najbliższe miasteczko?

Może pobudować gigantyczne schroniska dla psów? Ogromne getta-umieralnie, gdzie żaden pies nie będzie w stanie się rozmnażać i w ciągu kilku lat (niewielu, z pewnością) problem sam się rozwiąże?

A może zostawić psy w spokoju, udawać, że nic się nie dzieje, wyrywkowo kastrować niektóre z nich utrzymując populację pod kontrolą i płacić odszkodowania kolejnym ofiarom?

Nie chcę powiedzieć, że to, co przegłosował rumuński parlament, jest dobre. Nie mówię nawet, że to usprawiedliwione. Chcę tylko powiedzieć, że cieszę się, że to nie ja jestem zmuszony podejmować takie decyzje. Pamiętajmy, że dziesiątki tysięcy bezdomnych psów w rumuńskich miastach nie są skutkiem działań obecnych polityków, lecz kilkudziesięciu lat zaniedbań, niegdysiejszych nieodpowiedzialnych działań i braku reakcji na pierwsze sygnały nadchodzących problemów. Obecni posłowie rumuńskiego parlamentu musieli wziąć na barki odpowiedzialność za uporanie się z sytuacją, którą zgotowali im ich ojcowie, a często i dziadkowie. Na pewno ich decyzja nie przysporzy im popularności, cieszę się jednak, że wzięli na siebie ten ciężar, zamiast czekać, aż populacja psów się podwoi.

Wojciech Mosiejczuk @mosiejczuk
filmowiec i romanista zainteresowany wszelkimi formami narracji, od książek po media wizualne
1292
wyświetlenia